European School Guide
Opowieści ze szkolnego podwórka

Okres: Pewien czwartkowy poranek w Warszawie, lata trzydzieste2 min czytaniaOpublikowano:

Synowie ministrów przyjeżdżali autem. On przyjeżdżał z rozdziałem czwartym

W przedwojennej Warszawie, w Batorym, niektórych chłopców przywozili do szkoły żołnierze. Jeden chłopiec przyjeżdżał tramwajem z powieścią w odcinkach, a cała klasa czekała na ciąg dalszy.

Ilustracja koncepcyjna: zamknięte drzwi gabinetu w szkole, buty dorosłego i uczniowska teczka.
Ilustracja

W Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie lat trzydziestych niektórzy uczniowie przyjeżdżali autem, a za kierownicą siedział żołnierz. Ich ojcowie byli ministrami i generałami, a kierowcy otwierali drzwi czternastolatkom. Inni uczniowie przyjeżdżali tramwajem.

Jeden z chłopców od tramwaju miał coś, czego chłopcy od aut nie mogli dostać od ojców: następny rozdział.

Pisał powieść kryminalną w odcinkach. Akcja toczyła się wśród angielskiej arystokracji, której nigdy nie poznał, a nowy odcinek czytał kolegom na głos w stały dzień tygodnia. Był wiejski dwór. Były zwłoki. Był, zgodnie ze wszystkimi regułami gatunku, pułkownik. Synowie rządu siedzieli i słuchali jak wszyscy, i jak wszyscy chcieli wiedzieć, kto zabił.

Kapral może dowieźć cię do szkoły. Nie powie ci, kto zabił.

To najczystsza forma władzy dostępna w klasie i widziałam ją w działaniu. Mój średni, w wieku dziesięciu lat, prowadził powieść w odcinkach o chomiku, który napadał na banki. Wypuszczał jedną stronę dziennie, w przerwie obiadowej. Po dwóch tygodniach chłopiec, którego ojciec był właścicielem pół ośrodka narciarskiego, przynosił mu chipsy.

Chłopcy z Batorego byli synami bardzo ważnych ludzi, a ich ojcowie byli mimo wszystko rodzicami. Jeden z dawnych uczniów zapamiętał ministra, który chodził tam i z powrotem po korytarzu pod gabinetem dyrektora, obracając w rękach kapelusz, kiedy jego syn był w środku. Szarże nie przeżywają tego korytarza.

Ja ten korytarz przeszłam. Zeszłej wiosny wezwano mnie w sprawie średniego, który używał chomika do rozstrzygnięcia sporu o piłkę nożną. Przyszłam dziesięć minut za wcześnie, chodziłam w kółko, przestudiowałam gazetkę o obiegu wody w przyrodzie i usiadłam obok chłopca, który czekał, żeby przekazać jakąś wiadomość.

Zapytał, czy chcę posłuchać jego opowiadania. Powiedziałam, że tak, bo desperacko potrzebowałam czegokolwiek, co nie było najbliższymi dziesięcioma minutami. Było o smoku księgowym.

Było dobre. Urwało się w najciekawszym momencie. Drzwi się otworzyły, zanim dowiedziałam się, co ze smokiem, i weszłam posłuchać o chomiku. Wciąż czekam na ciąg dalszy obu historii.

O tej historii: sceny i dialogi są wymyślone lub swobodnie opowiedziane na nowo. Informacje o wymienionych szkołach pochodzą z opublikowanych źródeł, do których odsyłają nasze profile szkół.